niedziela, 1 września 2013

Nominacja!!!

                               
                                       Zostałem nominowany przez  http://dreamcatcher-destiny-love.blogspot.com/
Zasady konkursu :
1. Podziękować osobie , która cię nominowała.
2. Pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger.
3.Ujawnić 7 faktów o sobie.
4.Nominować 15 blogów , które według Ciebie na to zasługują.
5.Poinformować nominowanych . 


Fakty:
1.Piszę książki, scenariusze i teksty piosenek.
2.Mam starszą siostrę.
3.Mam psa o imieniu Kola.
4.Umiem pływać.
5.Mieszka na wsi.
6.Mam zamiar mieszkać i wydawać książki w USA
7.Lubię Nicki Minaj.

Nominowani:

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 2/1

            Jeremi szedł ulicą bez celu pod żółtymi światłami lamp, ciągle myśląc nad swoim życiem. Co chwilę myślał czy nie popełnić samobójstwa. Nie widział już sensu życia po stracie miłości, której już nigdy nie odzyska.

            W pewnym momencie podniósł głowę i to co zobaczył było dziwne, szokujące, a za razem piękne. Przy zaułku, zaledwie 10 metrów przed nim stała Amber, jego dziewczyna. Była ubrana w czarne dżinsy i koszulkę na krótki rękaw. Wyglądała piękniej niż nigdy wcześniej. Jej pofalowane brązowe włosy były rozwiewane przez wiatr, przez co Jeremi nie
Mógł od niej oderwać wzroku.

- A…Amber – wyjąkał w końcu
- Choć- odpowiedziała swoim delikatnym głosem i powoli ruszyła w ciemną uliczkę, przy której stała, a on jak zahipnotyzowany poszedł za nią.

               Za zakrętem zobaczył jak jego dziewczyna wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, bez wahania zrobił to samo. Po wejściu ktoś złapał go za kark, kierując głowę w dół, złapał za ręce i trzymał je z taką siłą, że Jeremi nie miał szans się  wyplątać i prowadził do pokoju znajdującego się na końcu korytarza, w którym się znajdował. Czuł nieopanowany strach i przez głowę przetoczyły mu się wszystkie możliwości, które za chwilę mogą się wydarzyć, jednak godził się już z tym, że za chwilę zostanie porwany lub zamordowany. Nieznajomy wrzucił go do pokoju, w którym prócz nich znajdowały się jeszcze dwie osoby; chłopak i dziewczyna. Wszyscy trzej mieli około po 20 lat. Dziewczyna spojrzała się na niego i zaczęła mówić do chłopaka, stojącego obok niej:

- Może nie jest za ładne, ale przynajmniej jest.
- Dzięki Victoria, już dawno temu powinienem zmienić ciało, to już śmierdzi zgnilizną…
- Dobra, mniej gadania, więcej robienia. Bierz go, bo się wyrywa.


          Chłopak podszedł do Jeremiego, który próbował krzyczeć przez taśmę, lecz nie było najmniejszej szansy by ktoś poza ścianami pokoju, go usłyszał. Spojrzał mu prostu w oczy, były fioletowe. Chwilę później obaj leżeli na podłodze, trzęsąc się tak jakby mieli atak padaczki, lecz ich tęczówki straciły kolor, były blado-szare. Pozostała dwójka stała nie wzruszona. Chwilę później Jeremi obudził się w swoim ciele. Victorii zrzedła mina i upadła na kolana. Chłopak, który wprowadził jego do tego pokoju był zszokowany. Wykorzystując sytuację, uciekł na ulicę, a tamta dwójka sprawdzała czy chłopak, który chciał zabrać Jeremiemu ciało, żyje. Chwilę później dziewczyna zerwała się na równe nogi i pobiegła za uciekinierem. Chciała pomścić swojego ukochanego. Jeremi  biegł przed siebie, byle jak najdalej od tamtych bandytów. Czuł nieopanowany strach. Łzy zaczęły mu ściekać po polikach. Wiedział, że tamci będą go gonić, więc biegł tak szybko jak mógł. Wydawało mu się, że najlepszym miejscem ukrycia będzie jakaś restauracja, w której jest dużo ludzi. Wszedł do „Burger worlda”. Od razu kierował się do łazienki by w niej ochłonąć. Podszedł do zlewu i obmył sobie twarz. Próbował sobie wszystko poukładać w głowie, lecz przerywało mu myślenie ciągłe łkanie. W pewnym momencie poczuł czyjąś obecność, lecz wcześniej nie słyszał dźwięku otwieranych drzwi. Czuł lęk by spojrzeć kto za nim stoi. Patrząc w lustro nie zauważył nikogo. Nagle poczuł ogromny „cios” adrenaliny. Odwrócił się na pięcie i zobaczył przed sobą Victorię. „ Jak mogłam nie zauważyć”, były to ostatnie słowa, które usłyszał. Victoria wbiła mu nóż w brzuch. Poczuł okropny, przeszywający ból, który w jednej sekundzie opanował całe jego ciało. Chwilę później leżał już na podłodze. Widział jak jego zabójczyni wychodzi z łazienki. Z ust wyciekała mu krew. Była czerwono-czarna. Ból był tak silny, że sparaliżował jego ciało. Nie mógł się poruszyć, ani mówić. Widział coraz mniej, aż w końcu, powieki opadły mu na oczy. Leżał martwy na zimnej wykafelkowanej podłodze.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdzial 1/8

-Nie dam rady już dłużej tego ukrywać,…- mówiła do jakiegoś chłopaka siedzącego plecami zwróconymi w naszą stronę- … muszę to wyjawić. Ja…ja po prostu nie daję rady- Zaczęła plakać na jego ramieniu, a on przytulał ją i mówił jej coś do ucha.- Co!? Oszalałeś!? Nie będę nigdzie uciekać! Mam tu przecież przyjaciół, rodzinę. Nie,… wymyślę coś innego. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Tina- odezwał się
- Co?
- Ja prawdopodobnie po maturze wyjadę. Daleko. Możliwe, że nawet nie będzie mnie więcej niż tylko kilka miesięcy.
- Co!? I jeszcze tego brakowało- złapała się za głowę i próbowała się uspokoić

            Ciągle się zastanawiałam kim jest chłopak, z którym ona gada. Spojrzałam na Mandy. Odeszłyśmy od  krzaków, za którymi się chowałyśmy, by nas nie zauważyła Tina i dalej biegałyśmy prawie w ogóle nie rozmawiając.

            Gdy wróciłam do domu byli w nim już rodzice Megan. Jej mama była nie zbyt wysoką, szczupła blondynką o błękitnych oczach. Jak na swój wiek wyglądała młodo. Miała 42 lata i pracowała jako księgowa w jednej małej firmie pod nazwą RID i sprzedawała różne elektroniczne rzeczy. Jej tata był mniej więcej wzrostu jej mamy, lecz był dość umięśniony. Był brązowookim szatynem. Pracował jako nefrolog w szpitalu Świętej Anny. Mówiłam do nich „ciocia” i „wujek”. Dziękowałam im każdego dnia za to, że zabrali mnie z domu dziecka po śmierci moich rodziców. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Nagle odezwała się ciocia:

- Hej Vanessa, jesteś głodna?
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Nie, serio nie jestem głodna.
- Ok.


            Poszłam do pokoju i zaczęłam bezsensownie przeglądać Internet.

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 1/7

-Co ten kretyn, Ci znowu zrobił!? Jak go dorwę to tak będzie zwiewał, że aż się będzie kurzyć.- Megan zaśmiała się przez łzy- Co on Ci zrobił?- spytałam spokojnym głosem.Odkryła lewy park spod bluzki i wtedy ujrzałam ogromnego blado-fioletowego siniaka. Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że ten brutal mógł zrobić to swojej dziewczynie.
-Poszłam z nim zerwać- mówiła co chwilę pocierając nos – i on nie chciał się z tym pogodzić, zaczął mnie wyzywać, bić i szarpać, jakbym była jaką zwykłą lalką.- Znow zaczęła gorzko płakać.
-Jak on śmiał! Co za debil, kretyn, idiota. Słuchaj Megan znajdę go i tak spiorę, że rodzona matka go nie pozna.- Moje zapewnienia nic nie pomogły, a ona nadal płakała. Spojrzałam na nią ze współczuciem i przytuliłam co chwila mówiąc, żeby się uspokoiła i, że wszystko będzie dobrze.
- Dzięki Vanessa, wiesz ja pójdę się ogarnąć do łazienki, bo na pewno teraz żle wyglądam.
- No dobra, ale zanim pójdziesz obiecaj mi, że już nigdy nie będziesz z Setem utrzymywać kontaktów. Ok?
- Obiecuję.
- Teraz możesz iść do łazienki.

            Poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki, bo po tym wszystkim strasznie zgłodniałam. Zjadłam je i wtedy mi się przypomniało o rozmowie z Mary.

- Megan!
- Co!?- odpowiedziała wychodząc z łazienki.
- Dzwoniła Mery i zaprosiła nas na jutro na biwak w lesie.
- O! To świetnie już dawno nie spałam pod gołym niebem. Idziemy się teraz spakować czy nie?
- Nie… teraz mi się nie chce.
- Właściwie mi też.
- Wiesz, chyba pójdę sobie na spacer.
- Ok.
- Idziesz ze mną?
- Nie, nie mam już siły.
- Dobra

            Poszłam się przebrać w jakieś dresowe spodnie i koszulkę na ramiączka.

            Na zewnątrz było dość chłodno, ale nie zważając na to zaczęłam truchtać do pobliskiego lasu. W nim była piękna fontanna, którą nazwano „Fontanna Amora” ze względu na to, że przychodziło tam dużo par. Lecz teraz to miejsce jest trochę zarośnięte. Biegłam w niego stronę, ale nie chciałam się tam zatrzymywać.

            W drodze spotkałam  Mandy i dalej biegłyśmy razem ciągle gadając o jutrzejszym biwaku, ponieważ ona też została zaproszona.


            W pewnym momencie usłyszałyśmy znajomy głos. To była Tina.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 1/6

Na prawie wszystkich kanałach były same dokumenty lub seriale, których nie oglądałam, więc przełączyłam na stare dobre bajki. Oglądałam je około pół godziny, a potem poszłam do swojego pokoju i ułożyłam się wygodnie w swoim łóżku.

Przez nim była komoda, na której stało zdjęcie moich rodziców gdy brali ślub. Patrzałam na nie i myślałam nad wszystkimi momentami, które z nimi przeżyłam. Próbowałam się powstrzymać od płaczu, lecz nie dałam rady. Cicho łkałam przytulając mojego misia. Nie trwało to długo, bo ciągle w mojej głowie mówiłam sobie, że muszę być silna. Wstałam poszłam do łazienki obmyć twarz i się uspokoić. Przez łzybyłam cała czerwona. Musiałam odczekać 15 minut zanim moja skóra nabrała normalnego koloru. Chwile po tym zadzwonił telefon. Była to Mery:

-Hej!
-Cześć!
-Sorry, że dopiero teraz mówię, ale chciałam się zapytać „Czy nie chciałybyście jutro pojechać ze mną Harrym i kilkoma innymi osobami na biwak do lasu?”
 -No pewnie! To znaczy ja jadę na pewno, nie wiem jak Megan, ale myślę, że ona też jedzie.
-To super, więc… weźcie śpiwory, namiot też, bo pojedziemy tam samochodem, standardowo coś do picia, jakiś prowiant i inne drobnostki typu latarka, telefon.
-Więc…do zobaczenia jutro!
-No, cześć.

Rozłączyłam się.

Poszłam powiadomić Megan o wyjeździe i niespodziewanie dała mi wejść do swojego pokoju. Jej twarz była czerwona jak moja 20 minut temu. Przy oczach zauważyłam rozmazany tusz do rzęs. Wpuszczając mnie chyba chodziło jej o to, żebym ją pocieszyła, czego ,ani nie lubiłam ,ani nie umiałam robić, lecz niestety musiałam to zrobić:

-Powiesz mi o co chodzi?- zaczęłam

-To…to przez Set’a

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 1/5

            Po szkole wracałyśmy z Megan pieszo, ponieważ uciekł nam autobus. Po drodze weszłyśmy do kawiarni mieszczącej się na ulicy Sumbid. Nazywała się „Kawowy Raj”. Zajęłyśmy drugi stolik z brzegu. Gdy podszedł do nas kelner zamówiłam 2 kawy z mlekiem i podałam mu do ręki 4 $. Siedziałyśmy kilka minut w milczeniu. Myślałam nad różnymi tematami, o których mogłybyśmy pogadać. Megan patrzyła się na ulicę za oknem. Jej twarz była znudzona.

-Jak poszedł Ci sprawdzian z biologii? – zagadnęłam
-Źle- odpowiedziała tak, że myślałam iż robi to z przymusu
-Mi też- powiedziałam z uśmiechem, żeby ją trochę rozweselić- Co się stało?-zapytałam już poważnym, lecz współczującym tonem
-Nic, nieważne
-No powiedz. Potrafię dotrzymać tajemnice.- w tym momencie przyszedł kelner i dał nam nasze kawy. Spodziewałam się, że będzie domagał się napiwku, ale on po prostu odszedł.
-Nie chce o tym gadać
-Megan, proszę powiedz.
-Nie! Daj mi święty spokój! Nie rozumiesz, że kiedy ktoś mówi, że nie chce o czymś powiedzieć to znaczy, że chce być z tym sam! A z resztą nie będę Ci się tłumaczyć. Idę stąd.- Wzięła torbę, wstała i szybkim krokiem wyszła.

            Siedziałam chwile i myślałam co ją ugryzło. Odkąd pamiętam zawsze byłyśmy nierozłącznymi przyjaciółkami. Co prawda kłóciłyśmy się, ale to były tylko drobnostki. Przez cały ten czas nie wypiłam ani łyka kawy. Po około dziesięciominutowych rozmyślaniach wyszłam z kawiarni.

            Ulica Sumbid była dość długa i biegła na skraju lasu, przez co stała się najpiękniejszą ulicą na osiedlu. Rozglądając się dostrzegłam między drzewami tą samą sarnę, która ujrzałam na fizyce. Teraz mogłam jej się przyjrzeć dokładniej.

            Miała białą sierść. Nie była zbyt duża, ale bardziej uwagę przyciągały brązowe kropki rozsiane na jej pośladkach. Rozglądała się na około, aż w końcu zauważyła mnie. O dziwo nie uciekła tylko patrzyła się. W pewnym momencie zaczęła iść, lecz po chwili pobiegła.


            Szłam Sumbid zamyślona. Próbowałam odgadnąć o co chodziło Megan. Do domu dotarłam w około 15 minut. Po wejściu odłożyłam torbę i poszłam oglądać telewizję, bo wiedziałam, że Megan woli sama sobie z tym poradzić. 

środa, 26 czerwca 2013

Brak Postów ;(

W lipcu jadę na wakacje więc posty będą się pojawiać bardzo rzadko. Przepraszam, ale przynajmniej będę miał czas na pisanie książki.

Rozdział 1/4

Przez parę minut nie mogłam znaleźć Carla. Zaczęłam nawet sprawdzać w szatniach, lecz to nie dało skutku. Wchodząc po schodach prowadzących na parter szturchnęłam kogoś schodzącego. Okazało się, że to był on.

- Hej właśnie cię szukałam.
- No to jestem – powiedział to z taką radością, że aż
- Chciałam porozmawiać o… no wiesz… o nas.
- No to mów!
- Więc… wiesz… chciałabym… ,żebyśmy zostali przyjaciółmi.
- Właściwie to też o tym myślałem.
- Czyli nie jesteś zły
- Nie

Przytuliłam go ostatni raz.

Poszłam po torbę i czekałam pod salą od biologii na koniec przerwy. Nie miałam ochoty dłużej chodzić w kółko po korytarzu i nic nie robić. Wolałam posiedzieć i pomyśleć czy dobrze zrobiłam zrywając z Carlem.

Zadzwonił dzwonek. Pani Smoother wpuściła uczniów do klasy. Jak zwykle miała zniesmaczony wyraz twarzy. Prawdopodobnie chciała już przestać pracować z uczniami, którzy ciągle jej dokuczali.

-Wyjmijcie karteczki – powiedziała swoim ochrypłym, skrzeczącym głosem. Wraz z tym co oznajmiła cała klasa zaczęła krzyczeć ze zniechęceniem „O Jezu! Nie!”, lecz tej kobiety nie da się przekonać niczym, więc wszyscy po krótkim czasie uświadomili sobie, że nie warto narzekać i zamilkli.

            Wyciągnęłam brudnopis i wyrwałam z niego podwójną kartkę.Nauczycielka zaczęła podawać pytania. Gdy usłyszałam 2 pierwsze wiedziałam, że dostanę z tej kartkówki co najwyżej 4.

            Dzwonek zadzwonił dokładnie w momencie, w którym skończyłam pisać swoją pracę. Położyłam ja z lewej strony biurka pani Smoother. Zabrałam torbę i poszłam w stronę sal gimnastycznych. Lubiłam w-f, ale nie lubiłam pani Hurron. Ona ciągle na wszystkich wrzeszczała i mówiła, że wszystko robimy źle, dlatego większość klasy miała z w-fu czwórki.

            Na szczęście w-fistka musiała coś załatwić, więc kazała nam  zagrać w siatkówkę.

            Następne lekcje minęły szybko i nie było więcej kartkówek, czy sprawdzianów.


sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 1/3

Dzwonek zadzwonił. Wzięłam szybko z ławki książkę i zeszyt. Przechodząc przez próg drzwi Tom złapał mnie za rękę. Chodziło mu o coś dość ważnego. Ważnego dla niego:

- Vanessa mógłbym Ci zadać pytanie?
- No jasne. Wal śmiało.
- No, bo wiesz… Znasz Cindy?
- Tak, przecież chodzi z nami do klasy!
- Ok, bo ja chciałbym się umówić z nią na randkę i...
- Aha, więc tak podejdź do niej i po prostu powiedz, że chciałbyś się z nią umówić. I tyle. Dziewczyny lubią odważnych mężczyzn. To znaczy mi by to wystarczyło.
- Dzięki. – podszedł do niej. Widziałam go kątem oka. Nie chciałam patrzeć na nich centralnie, bo uważam, że dziwnie by to wyglądało. Zaczął coś mówić, najprawdopodobniej to co mu powiedziałam. Zauważyłam, że Cindy się uśmiecha, co chyba znaczyło, że się zgadza. W głębi ducha cieszyłam się z tego.

            Chwile później odszedł od niej i poszedł w moim kierunku. Gdy przechodził obok mnie wystawił kciuka w górę, co uznałam za „Tak, zgodziła się!!!”. Spojrzałam się jeszcze jak wchodzi w tłum innych nastolatków. Odwróciłam się i przed sobą zobaczyłam Cindy. Tak się wystraszyłam, że aż podskoczyłam.

- Boże!!! Ale mnie wystraszyłaś!!!
- Przepraszam, chciałam Ci tylko powiedzieć z kim się umówiłam na randkę!
- Na serio?! Z kim? – Zapytałam udając, że nic nie wiem.
- Z Tomem! Tak się cieszę już chyba od początku liceum on podoba mi się, ale zawsze bałam się z nim porozmawiać. A teraz! On sam poprosił mnie! Tak się cieszę. Ahhhh… Zapomniałabym, sorry musze już iść. Pa!
- No, pa. Truchtem odbiegła ode mnie i chwile później ona też zniknęła w tłumie.

            Zadzwonił dzwonek. Wzięłam torbę i popędziłam pod sale od matematyki, która na szczęście znajdowała się na parterze. Już wszyscy weszli do Sali, a pan Wamoull prawie zamknął drzwi kiedy go zawołałam. Lekko je uchylił na tyle wystarczająco bym mogła się wślizgnąć do środka.

            Usiadłam obok Lindsey, której szczerze nienawidziłam, bo trzymała się z Lucy i Lorą. Nawet zachowywała się jak one. Nazywały się „królowymi liceum”, lecz jedna z nich była najgorsza. Lucy. Nawet gdy się patrzyło na jej minę i słuchało jej szyderczego śmiechu ciarki przechodziły. Udawałam, że je lubię, by mnie nie zniszczyły jak jedną dziewczynę, która chciała się im przeciwstawić. To było chyba jeszcze w gimnazjum. Tak ją zniszczyły, że zaczęła pić i ćpać. Nikt nie wie w jaki sposób ją do tego namówiły. Kiedyś nawet brutalnie pobiła i okradła kogoś. Teraz siedzi w poprawczaku, dlatego boję się z nimi zadzierać.

            Kiedyś Lindsey była inna. Miła, koleżeńska, była najlepszą uczennicą w klasie. Nawet można uznać, że byłyśmy przyjaciółkami. Kiedy doszły te „królowe” zaprzyjaźniła się z nimi. Kompletnie olała szkołe, przestałyśmy ze sobą tak często rozmawiać, bo na nic nie miała czasu. Zawsze tylko zakupy i zakupy. Teraz praktycznie nie wiem o niej nic przez to, że już się nie dogadujemy ze sobą.

            Przestałam myśleć o tym wszystkim i wypakowałam książki z torby. Lekcja była nudna ze względu na to, że pan Wamoull kazał nam zrobić ponad dwie strony zadań z podręcznika. Dla mnie wszystkie były proste, ale większość klasy uwarzam, że musiała by trochę pomyśleć nad każdym zadaniem. Skończyłam wszystko w około 25 minut i musiałam się czymś zająć do końca lekcji. Widząc, że się nudzę pan Wamoull kazał mi pomóc Mike’owi. Próbowałam jakoś wytłumaczyć, że tak naprawdę jestem bardzo zajęta, ale nauczyciel przystawał przy swoim. Z nie chęciom podreptałam w stronę Mike’a. On też nie wyglądał na zbyt zadowolonego.

            Pomagałam mu do czasu, aż zadzwonił dzwonek i wszyscy zerwali się z miejsc by jak najszybciej wyjść z sali na przerwę.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 1/2


            Fizyka. Najbardziej znienawidzony przedmiot w naszej klasie. Na szczęście pani Kannialo lubi chyba nas najbardziej ze swoich uczniów. Usiadłam na swoim miejscu, którym była trzecia ławka przy oknie. Siedzący obok mnie Tom jeszcze nie przyszedł. Nie zważając na to wyjęłam z torby podręcznik i zeszyt.

- Lekcja, numer i data dzisiejsza – powiedziała jak zwykle Fizyczka – temat, Powtórzenie wiadomości, myślnik, grawitacja. – musiałam to szybko zapisać, ponieważ pani nie dawała dużo czasu na myślenie nad każdą literką. Bardzo szybko mówi. - Kto odpowie na pytanie na czym polega działanie grawitacji? – oczywiście od razu zgłosiła się Lora (klasowy kujon), lecz wiadomo, że pani i tak jej nie chce wybrać, bo „Trzeba dać szanse innym”. Wybrała Mike’a. Był nieukiem, podrywaczem, lecz i tak nie miał dziewczyny. Jednym słowem, kretyn.

-Yyyyyy, że przyciąga nas do ziemi. – mówi pisząc do kogoś sms’a.
-No, nie bardzo. Kto zna bardziej poprawną odpowiedź? – po rozejrzeniu po klasie i zobaczeniu, że nie ma innych chętnych do odpowiedzi oprócz Lory, pani była zmuszona ją wybrać. Machnięciem ręki pokazała, że ma  mówić.
- Jest to ciążenie powszechne, będące zjawiskiem naturalnym polegającym na…

            Przestałam słuchać. Wpatrywałam się w las za oknem. Właściwie nie było tam nic ciekawego, ale nie mogłam się od niego oderwać. Piękne, duże, wysokie dęby pomieszane z białymi brzozami i sosnami. Gdzieniegdzie można było zobaczyć klon. Zza drzew wyskoczyło stado brązowych saren i wszystkie szły przez ulice, lecz jedna stanęła na krawędzi i podniosła głowę do góry. Chyba patrzyła na mnie. Była jedyna z nich biała. Podniosłam do niej rękę machając, a ona kiwnęła głową i zaczęła podąrzać za resztą swojej rodziny.

Oderwało mnie od szyby otworzenie drzwi. To był Tom ze swoim bratem Dannym.

-  Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie – powiedzieli zdyszanym głosem.
- Już! Siadać mi na miejsca i żeby mi to był ostatni raz, chłopaki, bo następnym razem nie podaruje wam.

            Szybko przeszli na swoje miejsca. Tom był ciemnowłosym, dość umięśnionym chłopakiem, lecz nie w moim guście. Zostaliśmy przyjaciółmi i wolałabym, żeby tak zostało. Rozpakował się i zapytał jaki był temat, nic nie mówiąc przesunęłam mu zeszyt po ławce. Po przepisaniu tematu oddał mi go i zapytał szeptem, by pani nas nie usłyszała:

- Coś widzę, ze jesteś nie w sosie. Powiedz. O co chodzi?
- Nie, nic się nie stało. – Odparłam pocieszająco
- Nie kłam, przecież widzę, że nie masz humoru. Mi możesz powiedzieć. Nikomu nie powiem. Obiecuję! – przystawał przy swoim.
- Nie, to nie jest takie ważne, nie musisz się mną zamartwiać.
- Przyjaciele nie mają przed sobą sekretów.
- Śmieszny jesteś.
- Jak mi nie powiesz to będę cię tym dręczył do końca twojego  życia.
- Pokłóciłam się z Jeremim.
- W jakim sensie?
- Chciałam mu współczuć z powodu Melanie, a on od razu na mnie, że nie mam o tym mówić i, że on mnie nie obchodzi
- Po prostu nie umie docenić próby wsparcia.

            Spojrzałam znowu przez okno. Saren już tam nie było.


            Resztę lekcji próbowałam się skupić na tym co mówi pani, ale jakoś mi nie wychodziło. Nie rozmawiałam już z Tomem.



(bardzo broszę o napisaniu dialogu zerwania kończącego się przyjażnią)

sobota, 15 czerwca 2013

Bohaterowie

Sorry, że robię to w połowie rozdziału, ale chcę wam opowiedzieć trochę o postaciach, które będą się pokazywać w książce:

-Vanessa Elson- główna bohaterka. 17 lat. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w którym uczestniczyła. Została adoptowana przez bliskich przyjaciół jej rodziców.

-Megan Turner- postać drugoplanowa. 17 lat. Córka opiekunów Vanessy, oraz jej przyjaciółka.

-Chłopak z samochodu(prolog) - ???( piszcie w komentarzach kto według was to jest)

-Jeremi- postać trzecioplanowa. 17 lat. Cichy, małomówny. Niedawno zginęła jego dziewczyna.

-Tom- postać drugoplanowa. Przyjaciel Vanessy.

-Lindsey- postać trzecioplanowa. Była przyjaciółką Vanessy.

-"Królowe liceum"- postacie trzecioplanowe. Wredne, niekoleżeńskie. Ps: Są bogate bo się sprzedają. Mam nadzieję, że zrozumieliście o co chodzi.

Rozdział 1/1

 Na moje zaspane i zmęczone oczy padają złociste promienie słońca wpływające przez lekko uchylone okno, lecz próbuję się z nimi „bić” o dłuższe spanie i chwilowo wygrywam, ale gdy do walki wkracza budzik niestety muszę otworzyć oczy. Wcisnęłam przycisk, by wyłączyć to denerwujące pipi pipi pipi. Przetarłam oczy i wstałam z łóżka. Podeszłam do krzesła po ubrania na dziś. Założyłam je na siebie, czyli krótkie dżinsowe spodenki, beżową koszulkę na ramiączka i szary, cienki, rozpinany sweterek. Jeszcze raz spojrzałam na plan lekcji, sprawdziłam czy wszystko mam. Wzięłam torbę i poszłam na śniadanie. Usiadłam do stołu i wzięłam chleb posmarowałam go sobie masłem i nakryłam to serem. Zjadłam to i poszłam po portfel i przy okazji sprawdziłam godzinę. Miałam jeszcze godzinę. Na szczęście dziś jest mój ulubiony dzień, czyli czwartek. Lubię go, ponieważ jest kółko z matmy. To chyba mój ulubiony przedmiot. Tydzień temu niestety go nie było, dlatego, że pan Wamoull był na zebraniu rady opiekunów. Jest przewodniczącym w naszej szkole, więc nie mógł by się pojawić tylko wtedy gdyby miał bardzo ważny powód. Moja mina nie emanuje radością z powodu bardzo trudnej decyzji , z której nie mogę się wycofać.

Poszłam obudzić Megan. Najpierw po cichutku otworzyłam drzwi, by sprawdzić czy ona jeszcze śpi. Na szczęście, tak. Ukradkiem podeszłam do niej i dosłownie przy jej uchu krzyknęłam:


- Czas na poranną rozgrzewkę!!!- Tak się przestraszyła, że aż spadła z łóżka. Przewróciłam się ze śmiechu na podłogę. Tak mnie to rozbawiło, że po prostu nie mogłam się opanować. Tak mi było wesoło, że zaczął mnie boleć brzuch.

-Ale śmieszne! Ha,ha,ha!- powiedziała drwiąco Megan.

- Dla mnie jest!
Poszłam do łazienki. Umyłam zęby, ogarnęłam twarz i włosy.
Gdy weszłam do kuchni Megan robiła sobie kanapkę z szynką i sałatą. To była jej ulubiona. Poszłam włączyć radio. Przełączyłam na moją ulubioną stację. Kończyła się akurat jakaś stara piosenka i zaczęła moja ulubiona. Od razu śpiewać mi się zachciało, co zawsze denerwowało Megan.

-Tylko nie to!!!- krzyknęła słysząc pierwsze wersy mojej piosenki.

            Około 3 minut później skończyła się.

            Poszłyśmy po torby, było już dość późno i jeszcze chwile i byśmy się spóźniły na autobus. Nigdy nie lubiłam nim jeździć, bo cięgle w nim śmierdziało i były troche brudne siedzenia. Najgorsze było to, że mieszkałyśmy z Megan dość daleko od szkoły i  musiałam siedzieć tam przez całą droge. Jej chyba to nie przeszkadzało. Poszłam skasować nasze bilety. Usiadłyśmy jak zwykle na swoich miejscach. Najmniej przy nich było czuć nieprzyjemne zapachy i były w najlepszym stanie. 

            Po trzech przystankach, niespodziewanie do autobusu wszedł Jeremi, czyli najbardziej ponura i cicha osoba w naszej klasie. Przez brak wolnych miejsc został zmuszony do siedzenia obok nas. Megan od razu spochmurniała. Wydawało mi się, że nas nie lubi, a nawet nie znosi. Postanowiłam to zmienić. Zaczęłam powitaniem:

- Cześć!

- Cześć - wymruczał pod nosem. - Co chcesz?!

- Chciałam się przywitać –Megan była pogrążona w myślach, wydawało mi się, że nawet nie słucha o czym rozmawiam z Jeremim. Wtedy przypomniało mi się o tragicznym wypadku jego dziewczyny. Chciałam go pocieszyć:

- Wiem jak się czujesz i na prawdę  ci współ…

- Nie wiesz jak się czuje! Nawet cię to nie obchodzi! Ty nic nie wiesz… - Szybko podniósł się z miejsca. Wszyscy zaczęli się na niego gapić, jak na jakiegoś głupka, Megan też. Wrzeszczał na mnie jak bym zrobiła najgorszą rzecz na świecie. Słyszałam jak głośno wali mi serce. Byłam wtedy jak sparaliżowana, nie mogłam, ani drgnąć. Przybliżył swoje usta do mojego ucha i szepnął do mnie – …i nigdy więcej nie wspominaj o tym.  Rozumiesz! – Bardzo się przestraszyłam jego zachowania. Wnioskując z tego co o nim wiem, to mógł wtedy zrobić mi krzywdę.

            Poszedł do wyjścia. Drzwi się otworzyły i wysiadł z autobusu. Nikt nie odezwał się, ani nie ruszył przez kolejne 10 sekund. W końcu ktoś wyszedł i chwile później wszyscy zrobili to samo. Ja i Megan jeszcze chwile siedziałyśmy tam dopóki kierowca nie kazał nam wysiąść.

            Siedziałyśmy na ławce przed szkołą. Myślałam nad wydarzeniem, które przed chwilą miało miejsce w autobusie, ale zaraz musiałyśmy iść na lekcje, ponieważ zadzwonił dzwonek.


(Proszę was, żebyście po przeczytaniu zostawili komentarz. Z góry dzięki.)

środa, 12 czerwca 2013

Prolog

Na liczniku wskazówka pokazuje 102 km/h. Za oknem jak zazwyczaj o tej porze roku pochmurno, szaro i mgliście. W dłoniach mam najlepsze karty jakie udało mi się kiedykolwiek zdobyć. Nie wiem jaki będzie jego następny ruch. Położył waleta karo. Od razu się ucieszyłam i pomachałam mu przed nosem kartą krzycząc:

-Sto, sto, sto!

-Masz farta.


            Usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego i pisk opon. Oby dwoje obróciliśmy głowy w stronę przedniej szyby. Teraz już dobrze wiedziałam co się dzieje. Łzy napłynęły mi do oczu. Strach ogarnął całe moje małe ciało. Nie mogłam wykrztusić żadnego słowa. Pomyślałam, że to już koniec. To była dosłownie sekunda, ciężarówka przygniotła całą przednią część auta. Słychać było tylko jęki i płacz mamy. Wtedy odwróciłam się w stronę kierowcy. Mój tata miał oderwane nogi i był cały we krwi.


- Tata, tata -Błagałam Boga, aby okazało się to tylko złym snem.
- Uciekaj -odezwała się do mnie mama- Vanessa uciekaj!
- Dobrze. Mamo! Mamo! –Nie mogłam uwierzyć, że już nie mam rodziców, lecz nie mogłam zwlekać. Ruszyłam do ucieczki. Postanowiłam przejść tyłem. Już szykowałam się do wyjścia lecz w ostatniej chwili sięgnęłam po mojego pluszowego misia.  Wyczołgałam się przez dziurę w tylnej szybie. Na początku rozbite szkło mnie przeraziło, lecz dałam radę wyjść. Rozcięłam sobie nogę i strasznie mnie bolała. Wręcz nie mogłam chodzić. Szłam między płomieniami i częściami aut. Próbowałam biec, ale za każdym razem się przewracałam. Nie było w tym najmniejszego sensu, ponieważ za 3 razem oparzyłam się o płomień.

- Vanessa –usłyszałam za plecami. Odwróciłam się szybko na pięcie i zauważyłam chłopaka z samochodu, chciałam do niego pójść, ale uniemożliwiły mi to płomienie. Łzy leciały mi już potokami. Było mi zbyt gorąco, spróbowałam pobiec. Niestety przewróciłam się i nastała ciemność.

 

Hejka :)

 Cześć! Ten blog będzie mi służył jako moja książka. Postaram się wpisywać nowe rzeczy co najmniej 1 raz w tygodniu. Mam na imię Michał. Mam 12 lat i choć mój wiek nie pasuje pisarzowi ja  piszę książki i myślę, że mi wychodzi. Zapraszam do czytania mojej książki.