niedziela, 1 września 2013
Nominacja!!!

Zostałem nominowany przez http://dreamcatcher-destiny-love.blogspot.com/
Zasady konkursu :
1. Podziękować osobie , która cię nominowała.
2. Pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger.
3.Ujawnić 7 faktów o sobie.
4.Nominować 15 blogów , które według Ciebie na to zasługują.
5.Poinformować nominowanych .
Fakty:
1.Piszę książki, scenariusze i teksty piosenek.
2.Mam starszą siostrę.
3.Mam psa o imieniu Kola.
4.Umiem pływać.
5.Mieszka na wsi.
6.Mam zamiar mieszkać i wydawać książki w USA
7.Lubię Nicki Minaj.
Nominowani:
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział 2/1
Jeremi szedł ulicą
bez celu pod żółtymi światłami lamp, ciągle myśląc nad swoim życiem. Co chwilę
myślał czy nie popełnić samobójstwa. Nie widział już sensu życia po stracie
miłości, której już nigdy nie odzyska.
W pewnym momencie podniósł głowę i
to co zobaczył było dziwne, szokujące, a za razem piękne. Przy zaułku, zaledwie
10 metrów przed nim stała Amber, jego dziewczyna. Była ubrana w czarne dżinsy i
koszulkę na krótki rękaw. Wyglądała piękniej niż nigdy wcześniej. Jej
pofalowane brązowe włosy były rozwiewane przez wiatr, przez co Jeremi nie
Mógł od niej
oderwać wzroku.
- A…Amber – wyjąkał
w końcu
- Choć-
odpowiedziała swoim delikatnym głosem i powoli ruszyła w ciemną uliczkę, przy
której stała, a on jak zahipnotyzowany poszedł za nią.
Za zakrętem zobaczył jak jego dziewczyna
wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, bez wahania zrobił to samo. Po wejściu ktoś
złapał go za kark, kierując głowę w dół, złapał za ręce i trzymał je z taką
siłą, że Jeremi nie miał szans się
wyplątać i prowadził do pokoju znajdującego się na końcu korytarza, w
którym się znajdował. Czuł nieopanowany strach i przez głowę przetoczyły mu się
wszystkie możliwości, które za chwilę mogą się wydarzyć, jednak godził się już
z tym, że za chwilę zostanie porwany lub zamordowany. Nieznajomy wrzucił go do
pokoju, w którym prócz nich znajdowały się jeszcze dwie osoby; chłopak i
dziewczyna. Wszyscy trzej mieli około po 20 lat. Dziewczyna spojrzała się na
niego i zaczęła mówić do chłopaka, stojącego obok niej:
- Może nie jest za
ładne, ale przynajmniej jest.
- Dzięki Victoria,
już dawno temu powinienem zmienić ciało, to już śmierdzi zgnilizną…
- Dobra, mniej
gadania, więcej robienia. Bierz go, bo się wyrywa.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdzial 1/8
-Nie dam rady już
dłużej tego ukrywać,…- mówiła do jakiegoś chłopaka siedzącego plecami
zwróconymi w naszą stronę- … muszę to wyjawić. Ja…ja po prostu nie daję rady-
Zaczęła plakać na jego ramieniu, a on przytulał ją i mówił jej coś do ucha.-
Co!? Oszalałeś!? Nie będę nigdzie uciekać! Mam tu przecież przyjaciół, rodzinę.
Nie,… wymyślę coś innego. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Tina- odezwał się
- Co?
- Ja prawdopodobnie
po maturze wyjadę. Daleko. Możliwe, że nawet nie będzie mnie więcej niż tylko
kilka miesięcy.
- Co!? I jeszcze
tego brakowało- złapała się za głowę i próbowała się uspokoić
Ciągle się zastanawiałam kim jest
chłopak, z którym ona gada. Spojrzałam na Mandy. Odeszłyśmy od krzaków, za którymi się chowałyśmy, by nas
nie zauważyła Tina i dalej biegałyśmy prawie w ogóle nie rozmawiając.
Gdy wróciłam do domu byli w nim już
rodzice Megan. Jej mama była nie zbyt wysoką, szczupła blondynką o błękitnych
oczach. Jak na swój wiek wyglądała młodo. Miała 42 lata i pracowała jako
księgowa w jednej małej firmie pod nazwą RID i sprzedawała różne elektroniczne
rzeczy. Jej tata był mniej więcej wzrostu jej mamy, lecz był dość umięśniony.
Był brązowookim szatynem. Pracował jako nefrolog w szpitalu Świętej Anny.
Mówiłam do nich „ciocia” i „wujek”. Dziękowałam im każdego dnia za to, że
zabrali mnie z domu dziecka po śmierci moich rodziców. Byli najlepszymi
przyjaciółmi. Nagle odezwała się ciocia:
- Hej Vanessa,
jesteś głodna?
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Nie, serio nie
jestem głodna.
- Ok.
Poszłam do pokoju i zaczęłam
bezsensownie przeglądać Internet.
piątek, 26 lipca 2013
Rozdział 1/7
-Co ten kretyn, Ci
znowu zrobił!? Jak go dorwę to tak będzie zwiewał, że aż się będzie kurzyć.-
Megan zaśmiała się przez łzy- Co on Ci zrobił?- spytałam spokojnym głosem.Odkryła lewy park spod bluzki i
wtedy ujrzałam ogromnego blado-fioletowego siniaka. Przez chwilę nie mogłam
uwierzyć, że ten brutal mógł zrobić to swojej dziewczynie.
-Poszłam z nim
zerwać- mówiła co chwilę pocierając nos – i on nie chciał się z tym pogodzić,
zaczął mnie wyzywać, bić i szarpać, jakbym była jaką zwykłą lalką.- Znow
zaczęła gorzko płakać.
-Jak on śmiał! Co
za debil, kretyn, idiota. Słuchaj Megan znajdę go i tak spiorę, że rodzona
matka go nie pozna.- Moje zapewnienia nic nie pomogły, a ona nadal płakała.
Spojrzałam na nią ze współczuciem i przytuliłam co chwila mówiąc, żeby się
uspokoiła i, że wszystko będzie dobrze.
- Dzięki Vanessa,
wiesz ja pójdę się ogarnąć do łazienki, bo na pewno teraz żle wyglądam.
- No dobra, ale
zanim pójdziesz obiecaj mi, że już nigdy nie będziesz z Setem utrzymywać
kontaktów. Ok?
- Obiecuję.
- Teraz możesz iść
do łazienki.
Poszłam do kuchni zrobić sobie
kanapki, bo po tym wszystkim strasznie zgłodniałam. Zjadłam je i wtedy mi się
przypomniało o rozmowie z Mary.
- Megan!
- Co!?-
odpowiedziała wychodząc z łazienki.
- Dzwoniła Mery i
zaprosiła nas na jutro na biwak w lesie.
- O! To świetnie
już dawno nie spałam pod gołym niebem. Idziemy się teraz spakować czy nie?
- Nie… teraz mi się
nie chce.
- Właściwie mi też.
- Wiesz, chyba
pójdę sobie na spacer.
- Ok.
- Idziesz ze mną?
- Nie, nie mam już
siły.
- Dobra
Poszłam się przebrać w jakieś
dresowe spodnie i koszulkę na ramiączka.
Na zewnątrz było dość chłodno, ale
nie zważając na to zaczęłam truchtać do pobliskiego lasu. W nim była piękna
fontanna, którą nazwano „Fontanna Amora” ze względu na to, że przychodziło tam
dużo par. Lecz teraz to miejsce jest trochę zarośnięte. Biegłam w niego stronę,
ale nie chciałam się tam zatrzymywać.
W drodze spotkałam Mandy i dalej biegłyśmy razem ciągle gadając o
jutrzejszym biwaku, ponieważ ona też została zaproszona.
W pewnym momencie usłyszałyśmy
znajomy głos. To była Tina.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 1/6
Na
prawie wszystkich kanałach były same dokumenty lub seriale, których nie
oglądałam, więc przełączyłam na stare dobre bajki. Oglądałam je około pół
godziny, a potem poszłam do swojego pokoju i ułożyłam się wygodnie w swoim
łóżku.
Przez
nim była komoda, na której stało zdjęcie moich rodziców gdy brali ślub.
Patrzałam na nie i myślałam nad wszystkimi momentami, które z nimi przeżyłam.
Próbowałam się powstrzymać od płaczu, lecz nie dałam rady. Cicho łkałam
przytulając mojego misia. Nie trwało to długo, bo ciągle w mojej głowie mówiłam
sobie, że muszę być silna. Wstałam poszłam do łazienki obmyć twarz i się
uspokoić. Przez łzybyłam cała czerwona. Musiałam odczekać 15 minut zanim moja
skóra nabrała normalnego koloru. Chwile po tym zadzwonił telefon. Była to Mery:
-Hej!
-Cześć!
-Sorry, że dopiero teraz
mówię, ale chciałam się zapytać „Czy nie chciałybyście jutro pojechać ze mną
Harrym i kilkoma innymi osobami na biwak do lasu?”
-No pewnie! To znaczy ja jadę na pewno, nie
wiem jak Megan, ale myślę, że ona też jedzie.
-To super, więc… weźcie
śpiwory, namiot też, bo pojedziemy tam samochodem, standardowo coś do picia,
jakiś prowiant i inne drobnostki typu latarka, telefon.
-Więc…do zobaczenia jutro!
-No, cześć.
Rozłączyłam
się.
Poszłam
powiadomić Megan o wyjeździe i niespodziewanie dała mi wejść do swojego pokoju.
Jej twarz była czerwona jak moja 20 minut temu. Przy oczach zauważyłam
rozmazany tusz do rzęs. Wpuszczając mnie chyba chodziło jej o to, żebym ją
pocieszyła, czego ,ani nie lubiłam ,ani nie umiałam robić, lecz niestety
musiałam to zrobić:
-Powiesz mi o co chodzi?-
zaczęłam
-To…to przez Set’a
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 1/5
Po szkole wracałyśmy z Megan pieszo, ponieważ uciekł nam
autobus. Po drodze weszłyśmy do kawiarni mieszczącej się na ulicy Sumbid.
Nazywała się „Kawowy Raj”. Zajęłyśmy drugi stolik z brzegu. Gdy podszedł do nas
kelner zamówiłam 2 kawy z mlekiem i podałam mu do ręki 4 $. Siedziałyśmy kilka
minut w milczeniu. Myślałam nad różnymi tematami, o których mogłybyśmy pogadać.
Megan patrzyła się na ulicę za oknem. Jej twarz była znudzona.
-Jak poszedł Ci sprawdzian z
biologii? – zagadnęłam
-Źle- odpowiedziała tak, że
myślałam iż robi to z przymusu
-Mi też- powiedziałam z
uśmiechem, żeby ją trochę rozweselić- Co się stało?-zapytałam już poważnym,
lecz współczującym tonem
-Nic, nieważne
-No powiedz. Potrafię
dotrzymać tajemnice.- w tym momencie przyszedł kelner i dał nam nasze kawy.
Spodziewałam się, że będzie domagał się napiwku, ale on po prostu odszedł.
-Nie chce o tym gadać
-Megan, proszę powiedz.
-Nie! Daj mi święty spokój!
Nie rozumiesz, że kiedy ktoś mówi, że nie chce o czymś powiedzieć to znaczy, że
chce być z tym sam! A z resztą nie będę Ci się tłumaczyć. Idę stąd.- Wzięła
torbę, wstała i szybkim krokiem wyszła.
Siedziałam
chwile i myślałam co ją ugryzło. Odkąd pamiętam zawsze byłyśmy nierozłącznymi
przyjaciółkami. Co prawda kłóciłyśmy się, ale to były tylko drobnostki. Przez
cały ten czas nie wypiłam ani łyka kawy. Po około dziesięciominutowych rozmyślaniach
wyszłam z kawiarni.
Ulica Sumbid była dość długa i biegła na skraju lasu,
przez co stała się najpiękniejszą ulicą na osiedlu. Rozglądając się dostrzegłam
między drzewami tą samą sarnę, która ujrzałam na fizyce. Teraz mogłam jej się
przyjrzeć dokładniej.
Miała białą sierść. Nie była zbyt duża, ale bardziej uwagę
przyciągały brązowe kropki rozsiane na jej pośladkach. Rozglądała się na około,
aż w końcu zauważyła mnie. O dziwo nie uciekła tylko patrzyła się. W pewnym
momencie zaczęła iść, lecz po chwili pobiegła.
Szłam Sumbid zamyślona. Próbowałam odgadnąć o co chodziło
Megan. Do domu dotarłam w około 15 minut. Po wejściu odłożyłam torbę i poszłam
oglądać telewizję, bo wiedziałam, że Megan woli sama sobie z tym poradzić.
środa, 26 czerwca 2013
Brak Postów ;(
W lipcu jadę na wakacje więc posty będą się pojawiać bardzo rzadko. Przepraszam, ale przynajmniej będę miał czas na pisanie książki.
Rozdział 1/4
Przez parę minut nie mogłam
znaleźć Carla. Zaczęłam nawet sprawdzać w szatniach, lecz to nie dało skutku.
Wchodząc po schodach prowadzących na parter szturchnęłam kogoś schodzącego.
Okazało się, że to był on.
- Hej właśnie cię szukałam.
- No to jestem – powiedział
to z taką radością, że aż
- Chciałam porozmawiać o… no
wiesz… o nas.
- No to mów!
- Więc… wiesz… chciałabym…
,żebyśmy zostali przyjaciółmi.
- Właściwie to też o tym
myślałem.
- Czyli nie jesteś zły
- Nie
Przytuliłam
go ostatni raz.
Poszłam
po torbę i czekałam pod salą od biologii na koniec przerwy. Nie miałam ochoty
dłużej chodzić w kółko po korytarzu i nic nie robić. Wolałam posiedzieć i
pomyśleć czy dobrze zrobiłam zrywając z Carlem.
Zadzwonił
dzwonek. Pani Smoother wpuściła uczniów do klasy. Jak zwykle miała zniesmaczony
wyraz twarzy. Prawdopodobnie chciała już przestać pracować z uczniami, którzy
ciągle jej dokuczali.
-Wyjmijcie karteczki –
powiedziała swoim ochrypłym, skrzeczącym głosem. Wraz z tym co oznajmiła cała
klasa zaczęła krzyczeć ze zniechęceniem „O Jezu! Nie!”, lecz tej kobiety nie da
się przekonać niczym, więc wszyscy po krótkim czasie uświadomili sobie, że nie
warto narzekać i zamilkli.
Wyciągnęłam brudnopis i wyrwałam z niego podwójną
kartkę.Nauczycielka zaczęła podawać pytania. Gdy usłyszałam 2 pierwsze wiedziałam,
że dostanę z tej kartkówki co najwyżej 4.
Dzwonek zadzwonił dokładnie w momencie, w którym
skończyłam pisać swoją pracę. Położyłam ja z lewej strony biurka pani Smoother.
Zabrałam torbę i poszłam w stronę sal gimnastycznych. Lubiłam w-f, ale nie lubiłam
pani Hurron. Ona ciągle na wszystkich wrzeszczała i mówiła, że wszystko robimy
źle, dlatego większość klasy miała z w-fu czwórki.
Na szczęście w-fistka musiała coś załatwić, więc kazała
nam zagrać w siatkówkę.
Następne lekcje minęły szybko i nie było więcej
kartkówek, czy sprawdzianów.
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział 1/3
Dzwonek zadzwonił. Wzięłam
szybko z ławki książkę i zeszyt. Przechodząc przez próg drzwi Tom złapał mnie
za rękę. Chodziło mu o coś dość ważnego. Ważnego dla niego:
- Vanessa mógłbym Ci zadać
pytanie?
- No jasne. Wal śmiało.
- No, bo wiesz… Znasz Cindy?
- Tak, przecież chodzi z
nami do klasy!
- Ok, bo ja chciałbym się
umówić z nią na randkę i...
- Aha, więc tak podejdź do
niej i po prostu powiedz, że chciałbyś się z nią umówić. I tyle. Dziewczyny
lubią odważnych mężczyzn. To znaczy mi by to wystarczyło.
- Dzięki. – podszedł do
niej. Widziałam go kątem oka. Nie chciałam patrzeć na nich centralnie, bo
uważam, że dziwnie by to wyglądało. Zaczął coś mówić, najprawdopodobniej to co
mu powiedziałam. Zauważyłam, że Cindy się uśmiecha, co chyba znaczyło, że się
zgadza. W głębi ducha cieszyłam się z tego.
Chwile później odszedł od niej i poszedł w moim kierunku.
Gdy przechodził obok mnie wystawił kciuka w górę, co uznałam za „Tak, zgodziła
się!!!”. Spojrzałam się jeszcze jak wchodzi w tłum innych nastolatków.
Odwróciłam się i przed sobą zobaczyłam Cindy. Tak się wystraszyłam, że aż
podskoczyłam.
- Boże!!! Ale mnie
wystraszyłaś!!!
- Przepraszam, chciałam Ci
tylko powiedzieć z kim się umówiłam na randkę!
- Na serio?! Z kim? –
Zapytałam udając, że nic nie wiem.
- Z Tomem! Tak się cieszę
już chyba od początku liceum on podoba mi się, ale zawsze bałam się z nim
porozmawiać. A teraz! On sam poprosił mnie! Tak się cieszę. Ahhhh…
Zapomniałabym, sorry musze już iść. Pa!
- No, pa. Truchtem odbiegła
ode mnie i chwile później ona też zniknęła w tłumie.
Zadzwonił dzwonek. Wzięłam torbę i popędziłam pod sale od
matematyki, która na szczęście znajdowała się na parterze. Już wszyscy weszli
do Sali, a pan Wamoull prawie zamknął drzwi kiedy go zawołałam. Lekko je
uchylił na tyle wystarczająco bym mogła się wślizgnąć do środka.
Usiadłam obok Lindsey, której szczerze nienawidziłam, bo
trzymała się z Lucy i Lorą. Nawet zachowywała się jak one. Nazywały się
„królowymi liceum”, lecz jedna z nich była najgorsza. Lucy. Nawet gdy się
patrzyło na jej minę i słuchało jej szyderczego śmiechu ciarki przechodziły.
Udawałam, że je lubię, by mnie nie zniszczyły jak jedną dziewczynę, która
chciała się im przeciwstawić. To było chyba jeszcze w gimnazjum. Tak ją
zniszczyły, że zaczęła pić i ćpać. Nikt nie wie w jaki sposób ją do tego namówiły.
Kiedyś nawet brutalnie pobiła i okradła kogoś. Teraz siedzi w poprawczaku,
dlatego boję się z nimi zadzierać.
Kiedyś Lindsey była inna. Miła, koleżeńska, była
najlepszą uczennicą w klasie. Nawet można uznać, że byłyśmy przyjaciółkami.
Kiedy doszły te „królowe” zaprzyjaźniła się z nimi. Kompletnie olała szkołe,
przestałyśmy ze sobą tak często rozmawiać, bo na nic nie miała czasu. Zawsze
tylko zakupy i zakupy. Teraz praktycznie nie wiem o niej nic przez to, że już
się nie dogadujemy ze sobą.
Przestałam myśleć o tym wszystkim i wypakowałam książki z
torby. Lekcja była nudna ze względu na to, że pan Wamoull kazał nam zrobić
ponad dwie strony zadań z podręcznika. Dla mnie wszystkie były proste, ale
większość klasy uwarzam, że musiała by trochę pomyśleć nad każdym zadaniem.
Skończyłam wszystko w około 25 minut i musiałam się czymś zająć do końca
lekcji. Widząc, że się nudzę pan Wamoull kazał mi pomóc Mike’owi. Próbowałam
jakoś wytłumaczyć, że tak naprawdę jestem bardzo zajęta, ale nauczyciel
przystawał przy swoim. Z nie chęciom podreptałam w stronę Mike’a. On też nie
wyglądał na zbyt zadowolonego.
Pomagałam mu do czasu, aż zadzwonił dzwonek i wszyscy
zerwali się z miejsc by jak najszybciej wyjść z sali na przerwę.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Rozdział 1/2
Fizyka. Najbardziej znienawidzony przedmiot w naszej
klasie. Na szczęście pani Kannialo lubi chyba nas najbardziej ze swoich
uczniów. Usiadłam na swoim miejscu, którym była trzecia ławka przy oknie.
Siedzący obok mnie Tom jeszcze nie przyszedł. Nie zważając na to wyjęłam z
torby podręcznik i zeszyt.
- Lekcja, numer i data
dzisiejsza – powiedziała jak zwykle Fizyczka – temat, Powtórzenie wiadomości, myślnik,
grawitacja. – musiałam to szybko zapisać, ponieważ pani nie dawała dużo czasu na
myślenie nad każdą literką. Bardzo szybko mówi. - Kto odpowie na pytanie na
czym polega działanie grawitacji? – oczywiście od razu zgłosiła się Lora
(klasowy kujon), lecz wiadomo, że pani i tak jej nie chce wybrać, bo „Trzeba dać
szanse innym”. Wybrała Mike’a. Był nieukiem, podrywaczem, lecz i tak nie miał dziewczyny.
Jednym słowem, kretyn.
-Yyyyyy, że przyciąga nas do
ziemi. – mówi pisząc do kogoś sms’a.
-No, nie bardzo. Kto zna
bardziej poprawną odpowiedź? – po rozejrzeniu po klasie i zobaczeniu, że nie ma
innych chętnych do odpowiedzi oprócz Lory, pani była zmuszona ją wybrać.
Machnięciem ręki pokazała, że ma mówić.
- Jest to ciążenie powszechne, będące zjawiskiem naturalnym polegającym na…
Przestałam słuchać. Wpatrywałam się
w las za oknem. Właściwie nie było tam nic ciekawego, ale nie mogłam się od
niego oderwać. Piękne, duże, wysokie dęby pomieszane z białymi brzozami i
sosnami. Gdzieniegdzie można było zobaczyć klon. Zza drzew wyskoczyło stado
brązowych saren i wszystkie szły przez ulice, lecz jedna stanęła na krawędzi i
podniosła głowę do góry. Chyba patrzyła na mnie. Była jedyna z nich biała.
Podniosłam do niej rękę machając, a ona kiwnęła głową i zaczęła podąrzać za
resztą swojej rodziny.
Oderwało mnie od szyby otworzenie drzwi. To był Tom ze swoim
bratem Dannym.
- Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie –
powiedzieli zdyszanym głosem.
- Już!
Siadać mi na miejsca i żeby mi to był ostatni raz, chłopaki, bo następnym razem
nie podaruje wam.
Szybko przeszli na swoje miejsca.
Tom był ciemnowłosym, dość umięśnionym chłopakiem, lecz nie w moim guście.
Zostaliśmy przyjaciółmi i wolałabym, żeby tak zostało. Rozpakował się i zapytał
jaki był temat, nic nie mówiąc przesunęłam mu zeszyt po ławce. Po przepisaniu
tematu oddał mi go i zapytał szeptem, by pani nas nie usłyszała:
- Coś
widzę, ze jesteś nie w sosie. Powiedz. O co chodzi?
- Nie, nic
się nie stało. – Odparłam pocieszająco
- Nie kłam,
przecież widzę, że nie masz humoru. Mi możesz powiedzieć. Nikomu nie powiem.
Obiecuję! – przystawał przy swoim.
- Nie, to nie jest takie
ważne, nie musisz się mną zamartwiać.
- Przyjaciele nie mają przed
sobą sekretów.
- Śmieszny jesteś.
- Jak mi nie powiesz to będę
cię tym dręczył do końca twojego życia.
- Pokłóciłam się z Jeremim.
- W jakim sensie?
- Chciałam mu współczuć z
powodu Melanie, a on od razu na mnie, że nie mam o tym mówić i, że on mnie nie
obchodzi
- Po prostu nie umie docenić
próby wsparcia.
Spojrzałam znowu przez okno. Saren już tam nie było.
Resztę lekcji próbowałam się skupić na tym co mówi pani,
ale jakoś mi nie wychodziło. Nie rozmawiałam już z Tomem.
(bardzo broszę o napisaniu dialogu zerwania kończącego się przyjażnią)
(bardzo broszę o napisaniu dialogu zerwania kończącego się przyjażnią)
sobota, 15 czerwca 2013
Bohaterowie
Sorry, że robię to w połowie rozdziału, ale chcę wam opowiedzieć trochę o postaciach, które będą się pokazywać w książce:
-Vanessa Elson- główna bohaterka. 17 lat. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w którym uczestniczyła. Została adoptowana przez bliskich przyjaciół jej rodziców.
-Megan Turner- postać drugoplanowa. 17 lat. Córka opiekunów Vanessy, oraz jej przyjaciółka.
-Chłopak z samochodu(prolog) - ???( piszcie w komentarzach kto według was to jest)
-Jeremi- postać trzecioplanowa. 17 lat. Cichy, małomówny. Niedawno zginęła jego dziewczyna.
-Tom- postać drugoplanowa. Przyjaciel Vanessy.
-Lindsey- postać trzecioplanowa. Była przyjaciółką Vanessy.
-"Królowe liceum"- postacie trzecioplanowe. Wredne, niekoleżeńskie. Ps: Są bogate bo się sprzedają. Mam nadzieję, że zrozumieliście o co chodzi.
-Vanessa Elson- główna bohaterka. 17 lat. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w którym uczestniczyła. Została adoptowana przez bliskich przyjaciół jej rodziców.
-Megan Turner- postać drugoplanowa. 17 lat. Córka opiekunów Vanessy, oraz jej przyjaciółka.
-Chłopak z samochodu(prolog) - ???( piszcie w komentarzach kto według was to jest)
-Jeremi- postać trzecioplanowa. 17 lat. Cichy, małomówny. Niedawno zginęła jego dziewczyna.
-Tom- postać drugoplanowa. Przyjaciel Vanessy.
-Lindsey- postać trzecioplanowa. Była przyjaciółką Vanessy.
-"Królowe liceum"- postacie trzecioplanowe. Wredne, niekoleżeńskie. Ps: Są bogate bo się sprzedają. Mam nadzieję, że zrozumieliście o co chodzi.
Rozdział 1/1
Na
moje zaspane i zmęczone oczy padają złociste promienie słońca wpływające przez
lekko uchylone okno, lecz próbuję się z nimi „bić” o dłuższe spanie i chwilowo
wygrywam, ale gdy do walki wkracza budzik niestety muszę otworzyć oczy.
Wcisnęłam przycisk, by wyłączyć to denerwujące pipi pipi pipi. Przetarłam oczy i
wstałam z łóżka. Podeszłam do krzesła po ubrania na dziś. Założyłam je na
siebie, czyli krótkie dżinsowe spodenki, beżową koszulkę na ramiączka i szary,
cienki, rozpinany sweterek. Jeszcze raz spojrzałam na plan lekcji, sprawdziłam czy wszystko mam.
Wzięłam torbę i poszłam na śniadanie. Usiadłam do stołu i wzięłam chleb
posmarowałam go sobie masłem i nakryłam to serem. Zjadłam to i poszłam po
portfel i przy okazji sprawdziłam godzinę. Miałam jeszcze godzinę. Na szczęście
dziś jest mój ulubiony dzień, czyli czwartek. Lubię go, ponieważ jest kółko z
matmy. To chyba mój ulubiony przedmiot. Tydzień temu niestety go nie było,
dlatego, że pan Wamoull był na zebraniu rady opiekunów. Jest przewodniczącym w
naszej szkole, więc nie mógł by się pojawić tylko wtedy gdyby miał bardzo ważny
powód. Moja mina nie emanuje radością z powodu bardzo trudnej decyzji , z
której nie mogę się wycofać.
Poszłam
obudzić Megan. Najpierw po cichutku otworzyłam drzwi, by sprawdzić czy ona
jeszcze śpi. Na szczęście, tak. Ukradkiem podeszłam do niej i dosłownie przy
jej uchu krzyknęłam:
- Czas na poranną
rozgrzewkę!!!- Tak się przestraszyła, że aż spadła z łóżka. Przewróciłam się ze
śmiechu na podłogę. Tak mnie to rozbawiło, że po prostu nie mogłam się
opanować. Tak mi było wesoło, że zaczął mnie boleć brzuch.
-Ale śmieszne! Ha,ha,ha!-
powiedziała drwiąco Megan.
- Dla mnie jest!
Poszłam
do łazienki. Umyłam zęby, ogarnęłam twarz i włosy.
Gdy
weszłam do kuchni Megan robiła sobie kanapkę z szynką i sałatą. To była jej
ulubiona. Poszłam włączyć radio. Przełączyłam na moją ulubioną stację. Kończyła
się akurat jakaś stara piosenka i zaczęła moja ulubiona. Od razu śpiewać mi się
zachciało, co zawsze denerwowało Megan.
-Tylko nie to!!!- krzyknęła
słysząc pierwsze wersy mojej piosenki.
Około 3 minut później skończyła się.
Po trzech przystankach, niespodziewanie do autobusu
wszedł Jeremi, czyli najbardziej ponura i cicha osoba w naszej klasie. Przez
brak wolnych miejsc został zmuszony do siedzenia obok nas. Megan od razu spochmurniała.
Wydawało mi się, że nas nie lubi, a nawet nie znosi. Postanowiłam to zmienić.
Zaczęłam powitaniem:
- Cześć!
- Cześć - wymruczał pod
nosem. - Co chcesz?!
- Chciałam się przywitać
–Megan była pogrążona w myślach, wydawało mi się, że nawet nie słucha o czym
rozmawiam z Jeremim. Wtedy przypomniało mi się o tragicznym wypadku jego
dziewczyny. Chciałam go pocieszyć:
- Wiem jak się czujesz i na
prawdę ci współ…
- Nie wiesz jak się czuje!
Nawet cię to nie obchodzi! Ty nic nie wiesz… - Szybko podniósł się z miejsca.
Wszyscy zaczęli się na niego gapić, jak na jakiegoś głupka, Megan też. Wrzeszczał
na mnie jak bym zrobiła najgorszą rzecz na świecie. Słyszałam jak głośno wali
mi serce. Byłam wtedy jak sparaliżowana, nie mogłam, ani drgnąć. Przybliżył
swoje usta do mojego ucha i szepnął do mnie – …i nigdy więcej nie wspominaj o
tym. Rozumiesz! – Bardzo się
przestraszyłam jego zachowania. Wnioskując z tego co o nim wiem, to mógł wtedy
zrobić mi krzywdę.
Poszedł do wyjścia. Drzwi się otworzyły i wysiadł z
autobusu. Nikt nie odezwał się, ani nie ruszył przez kolejne 10 sekund. W końcu
ktoś wyszedł i chwile później wszyscy zrobili to samo. Ja i Megan jeszcze
chwile siedziałyśmy tam dopóki kierowca nie kazał nam wysiąść.
Siedziałyśmy na ławce przed szkołą. Myślałam nad
wydarzeniem, które przed chwilą miało miejsce w autobusie, ale zaraz musiałyśmy
iść na lekcje, ponieważ zadzwonił dzwonek.
(Proszę was, żebyście po przeczytaniu zostawili komentarz. Z góry dzięki.)
środa, 12 czerwca 2013
Prolog
Na
liczniku wskazówka pokazuje 102 km/h. Za oknem jak zazwyczaj o tej porze roku
pochmurno, szaro i mgliście. W dłoniach mam najlepsze karty jakie udało mi się kiedykolwiek
zdobyć. Nie wiem jaki będzie jego następny ruch. Położył waleta karo. Od razu
się ucieszyłam i pomachałam mu przed nosem kartą krzycząc:
-Sto,
sto, sto!
-Masz
farta.
Usłyszałam dźwięk klaksonu
samochodowego i pisk opon. Oby dwoje obróciliśmy głowy w stronę przedniej
szyby. Teraz już dobrze wiedziałam co się dzieje. Łzy napłynęły mi do oczu.
Strach ogarnął całe moje małe ciało. Nie mogłam wykrztusić żadnego słowa.
Pomyślałam, że to już koniec. To była dosłownie sekunda, ciężarówka przygniotła
całą przednią część auta. Słychać było tylko jęki i płacz mamy. Wtedy
odwróciłam się w stronę kierowcy. Mój tata miał oderwane nogi i był cały we
krwi.
- Tata, tata -Błagałam Boga,
aby okazało się to tylko złym snem.
- Uciekaj -odezwała się do
mnie mama- Vanessa uciekaj!
- Dobrze. Mamo! Mamo! –Nie
mogłam uwierzyć, że już nie mam rodziców, lecz nie mogłam zwlekać. Ruszyłam do
ucieczki. Postanowiłam przejść tyłem. Już szykowałam się do wyjścia lecz w
ostatniej chwili sięgnęłam po mojego pluszowego misia. Wyczołgałam się przez dziurę w tylnej szybie.
Na początku rozbite szkło mnie przeraziło, lecz dałam radę wyjść. Rozcięłam
sobie nogę i strasznie mnie bolała. Wręcz nie mogłam chodzić. Szłam między
płomieniami i częściami aut. Próbowałam biec, ale za każdym razem się
przewracałam. Nie było w tym najmniejszego sensu, ponieważ za 3 razem oparzyłam
się o płomień.
- Vanessa –usłyszałam za
plecami. Odwróciłam się szybko na pięcie i zauważyłam chłopaka z samochodu,
chciałam do niego pójść, ale uniemożliwiły mi to płomienie. Łzy leciały mi już
potokami. Było mi zbyt gorąco, spróbowałam pobiec. Niestety przewróciłam się i
nastała ciemność.
Hejka :)
Cześć! Ten blog będzie mi służył jako moja książka. Postaram się wpisywać nowe rzeczy co najmniej 1 raz w tygodniu. Mam na imię Michał. Mam 12 lat i choć mój wiek nie pasuje pisarzowi ja piszę książki i myślę, że mi wychodzi. Zapraszam do czytania mojej książki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)