Wysłannicy
niedziela, 1 września 2013
Nominacja!!!

Zostałem nominowany przez http://dreamcatcher-destiny-love.blogspot.com/
Zasady konkursu :
1. Podziękować osobie , która cię nominowała.
2. Pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger.
3.Ujawnić 7 faktów o sobie.
4.Nominować 15 blogów , które według Ciebie na to zasługują.
5.Poinformować nominowanych .
Fakty:
1.Piszę książki, scenariusze i teksty piosenek.
2.Mam starszą siostrę.
3.Mam psa o imieniu Kola.
4.Umiem pływać.
5.Mieszka na wsi.
6.Mam zamiar mieszkać i wydawać książki w USA
7.Lubię Nicki Minaj.
Nominowani:
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział 2/1
Jeremi szedł ulicą
bez celu pod żółtymi światłami lamp, ciągle myśląc nad swoim życiem. Co chwilę
myślał czy nie popełnić samobójstwa. Nie widział już sensu życia po stracie
miłości, której już nigdy nie odzyska.
W pewnym momencie podniósł głowę i
to co zobaczył było dziwne, szokujące, a za razem piękne. Przy zaułku, zaledwie
10 metrów przed nim stała Amber, jego dziewczyna. Była ubrana w czarne dżinsy i
koszulkę na krótki rękaw. Wyglądała piękniej niż nigdy wcześniej. Jej
pofalowane brązowe włosy były rozwiewane przez wiatr, przez co Jeremi nie
Mógł od niej
oderwać wzroku.
- A…Amber – wyjąkał
w końcu
- Choć-
odpowiedziała swoim delikatnym głosem i powoli ruszyła w ciemną uliczkę, przy
której stała, a on jak zahipnotyzowany poszedł za nią.
Za zakrętem zobaczył jak jego dziewczyna
wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, bez wahania zrobił to samo. Po wejściu ktoś
złapał go za kark, kierując głowę w dół, złapał za ręce i trzymał je z taką
siłą, że Jeremi nie miał szans się
wyplątać i prowadził do pokoju znajdującego się na końcu korytarza, w
którym się znajdował. Czuł nieopanowany strach i przez głowę przetoczyły mu się
wszystkie możliwości, które za chwilę mogą się wydarzyć, jednak godził się już
z tym, że za chwilę zostanie porwany lub zamordowany. Nieznajomy wrzucił go do
pokoju, w którym prócz nich znajdowały się jeszcze dwie osoby; chłopak i
dziewczyna. Wszyscy trzej mieli około po 20 lat. Dziewczyna spojrzała się na
niego i zaczęła mówić do chłopaka, stojącego obok niej:
- Może nie jest za
ładne, ale przynajmniej jest.
- Dzięki Victoria,
już dawno temu powinienem zmienić ciało, to już śmierdzi zgnilizną…
- Dobra, mniej
gadania, więcej robienia. Bierz go, bo się wyrywa.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdzial 1/8
-Nie dam rady już
dłużej tego ukrywać,…- mówiła do jakiegoś chłopaka siedzącego plecami
zwróconymi w naszą stronę- … muszę to wyjawić. Ja…ja po prostu nie daję rady-
Zaczęła plakać na jego ramieniu, a on przytulał ją i mówił jej coś do ucha.-
Co!? Oszalałeś!? Nie będę nigdzie uciekać! Mam tu przecież przyjaciół, rodzinę.
Nie,… wymyślę coś innego. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Tina- odezwał się
- Co?
- Ja prawdopodobnie
po maturze wyjadę. Daleko. Możliwe, że nawet nie będzie mnie więcej niż tylko
kilka miesięcy.
- Co!? I jeszcze
tego brakowało- złapała się za głowę i próbowała się uspokoić
Ciągle się zastanawiałam kim jest
chłopak, z którym ona gada. Spojrzałam na Mandy. Odeszłyśmy od krzaków, za którymi się chowałyśmy, by nas
nie zauważyła Tina i dalej biegałyśmy prawie w ogóle nie rozmawiając.
Gdy wróciłam do domu byli w nim już
rodzice Megan. Jej mama była nie zbyt wysoką, szczupła blondynką o błękitnych
oczach. Jak na swój wiek wyglądała młodo. Miała 42 lata i pracowała jako
księgowa w jednej małej firmie pod nazwą RID i sprzedawała różne elektroniczne
rzeczy. Jej tata był mniej więcej wzrostu jej mamy, lecz był dość umięśniony.
Był brązowookim szatynem. Pracował jako nefrolog w szpitalu Świętej Anny.
Mówiłam do nich „ciocia” i „wujek”. Dziękowałam im każdego dnia za to, że
zabrali mnie z domu dziecka po śmierci moich rodziców. Byli najlepszymi
przyjaciółmi. Nagle odezwała się ciocia:
- Hej Vanessa,
jesteś głodna?
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Nie, serio nie
jestem głodna.
- Ok.
Poszłam do pokoju i zaczęłam
bezsensownie przeglądać Internet.
piątek, 26 lipca 2013
Rozdział 1/7
-Co ten kretyn, Ci
znowu zrobił!? Jak go dorwę to tak będzie zwiewał, że aż się będzie kurzyć.-
Megan zaśmiała się przez łzy- Co on Ci zrobił?- spytałam spokojnym głosem.Odkryła lewy park spod bluzki i
wtedy ujrzałam ogromnego blado-fioletowego siniaka. Przez chwilę nie mogłam
uwierzyć, że ten brutal mógł zrobić to swojej dziewczynie.
-Poszłam z nim
zerwać- mówiła co chwilę pocierając nos – i on nie chciał się z tym pogodzić,
zaczął mnie wyzywać, bić i szarpać, jakbym była jaką zwykłą lalką.- Znow
zaczęła gorzko płakać.
-Jak on śmiał! Co
za debil, kretyn, idiota. Słuchaj Megan znajdę go i tak spiorę, że rodzona
matka go nie pozna.- Moje zapewnienia nic nie pomogły, a ona nadal płakała.
Spojrzałam na nią ze współczuciem i przytuliłam co chwila mówiąc, żeby się
uspokoiła i, że wszystko będzie dobrze.
- Dzięki Vanessa,
wiesz ja pójdę się ogarnąć do łazienki, bo na pewno teraz żle wyglądam.
- No dobra, ale
zanim pójdziesz obiecaj mi, że już nigdy nie będziesz z Setem utrzymywać
kontaktów. Ok?
- Obiecuję.
- Teraz możesz iść
do łazienki.
Poszłam do kuchni zrobić sobie
kanapki, bo po tym wszystkim strasznie zgłodniałam. Zjadłam je i wtedy mi się
przypomniało o rozmowie z Mary.
- Megan!
- Co!?-
odpowiedziała wychodząc z łazienki.
- Dzwoniła Mery i
zaprosiła nas na jutro na biwak w lesie.
- O! To świetnie
już dawno nie spałam pod gołym niebem. Idziemy się teraz spakować czy nie?
- Nie… teraz mi się
nie chce.
- Właściwie mi też.
- Wiesz, chyba
pójdę sobie na spacer.
- Ok.
- Idziesz ze mną?
- Nie, nie mam już
siły.
- Dobra
Poszłam się przebrać w jakieś
dresowe spodnie i koszulkę na ramiączka.
Na zewnątrz było dość chłodno, ale
nie zważając na to zaczęłam truchtać do pobliskiego lasu. W nim była piękna
fontanna, którą nazwano „Fontanna Amora” ze względu na to, że przychodziło tam
dużo par. Lecz teraz to miejsce jest trochę zarośnięte. Biegłam w niego stronę,
ale nie chciałam się tam zatrzymywać.
W drodze spotkałam Mandy i dalej biegłyśmy razem ciągle gadając o
jutrzejszym biwaku, ponieważ ona też została zaproszona.
W pewnym momencie usłyszałyśmy
znajomy głos. To była Tina.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Rozdział 1/6
Na
prawie wszystkich kanałach były same dokumenty lub seriale, których nie
oglądałam, więc przełączyłam na stare dobre bajki. Oglądałam je około pół
godziny, a potem poszłam do swojego pokoju i ułożyłam się wygodnie w swoim
łóżku.
Przez
nim była komoda, na której stało zdjęcie moich rodziców gdy brali ślub.
Patrzałam na nie i myślałam nad wszystkimi momentami, które z nimi przeżyłam.
Próbowałam się powstrzymać od płaczu, lecz nie dałam rady. Cicho łkałam
przytulając mojego misia. Nie trwało to długo, bo ciągle w mojej głowie mówiłam
sobie, że muszę być silna. Wstałam poszłam do łazienki obmyć twarz i się
uspokoić. Przez łzybyłam cała czerwona. Musiałam odczekać 15 minut zanim moja
skóra nabrała normalnego koloru. Chwile po tym zadzwonił telefon. Była to Mery:
-Hej!
-Cześć!
-Sorry, że dopiero teraz
mówię, ale chciałam się zapytać „Czy nie chciałybyście jutro pojechać ze mną
Harrym i kilkoma innymi osobami na biwak do lasu?”
-No pewnie! To znaczy ja jadę na pewno, nie
wiem jak Megan, ale myślę, że ona też jedzie.
-To super, więc… weźcie
śpiwory, namiot też, bo pojedziemy tam samochodem, standardowo coś do picia,
jakiś prowiant i inne drobnostki typu latarka, telefon.
-Więc…do zobaczenia jutro!
-No, cześć.
Rozłączyłam
się.
Poszłam
powiadomić Megan o wyjeździe i niespodziewanie dała mi wejść do swojego pokoju.
Jej twarz była czerwona jak moja 20 minut temu. Przy oczach zauważyłam
rozmazany tusz do rzęs. Wpuszczając mnie chyba chodziło jej o to, żebym ją
pocieszyła, czego ,ani nie lubiłam ,ani nie umiałam robić, lecz niestety
musiałam to zrobić:
-Powiesz mi o co chodzi?-
zaczęłam
-To…to przez Set’a
niedziela, 30 czerwca 2013
Rozdział 1/5
Po szkole wracałyśmy z Megan pieszo, ponieważ uciekł nam
autobus. Po drodze weszłyśmy do kawiarni mieszczącej się na ulicy Sumbid.
Nazywała się „Kawowy Raj”. Zajęłyśmy drugi stolik z brzegu. Gdy podszedł do nas
kelner zamówiłam 2 kawy z mlekiem i podałam mu do ręki 4 $. Siedziałyśmy kilka
minut w milczeniu. Myślałam nad różnymi tematami, o których mogłybyśmy pogadać.
Megan patrzyła się na ulicę za oknem. Jej twarz była znudzona.
-Jak poszedł Ci sprawdzian z
biologii? – zagadnęłam
-Źle- odpowiedziała tak, że
myślałam iż robi to z przymusu
-Mi też- powiedziałam z
uśmiechem, żeby ją trochę rozweselić- Co się stało?-zapytałam już poważnym,
lecz współczującym tonem
-Nic, nieważne
-No powiedz. Potrafię
dotrzymać tajemnice.- w tym momencie przyszedł kelner i dał nam nasze kawy.
Spodziewałam się, że będzie domagał się napiwku, ale on po prostu odszedł.
-Nie chce o tym gadać
-Megan, proszę powiedz.
-Nie! Daj mi święty spokój!
Nie rozumiesz, że kiedy ktoś mówi, że nie chce o czymś powiedzieć to znaczy, że
chce być z tym sam! A z resztą nie będę Ci się tłumaczyć. Idę stąd.- Wzięła
torbę, wstała i szybkim krokiem wyszła.
Siedziałam
chwile i myślałam co ją ugryzło. Odkąd pamiętam zawsze byłyśmy nierozłącznymi
przyjaciółkami. Co prawda kłóciłyśmy się, ale to były tylko drobnostki. Przez
cały ten czas nie wypiłam ani łyka kawy. Po około dziesięciominutowych rozmyślaniach
wyszłam z kawiarni.
Ulica Sumbid była dość długa i biegła na skraju lasu,
przez co stała się najpiękniejszą ulicą na osiedlu. Rozglądając się dostrzegłam
między drzewami tą samą sarnę, która ujrzałam na fizyce. Teraz mogłam jej się
przyjrzeć dokładniej.
Miała białą sierść. Nie była zbyt duża, ale bardziej uwagę
przyciągały brązowe kropki rozsiane na jej pośladkach. Rozglądała się na około,
aż w końcu zauważyła mnie. O dziwo nie uciekła tylko patrzyła się. W pewnym
momencie zaczęła iść, lecz po chwili pobiegła.
Szłam Sumbid zamyślona. Próbowałam odgadnąć o co chodziło
Megan. Do domu dotarłam w około 15 minut. Po wejściu odłożyłam torbę i poszłam
oglądać telewizję, bo wiedziałam, że Megan woli sama sobie z tym poradzić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)