-Nie dam rady już
dłużej tego ukrywać,…- mówiła do jakiegoś chłopaka siedzącego plecami
zwróconymi w naszą stronę- … muszę to wyjawić. Ja…ja po prostu nie daję rady-
Zaczęła plakać na jego ramieniu, a on przytulał ją i mówił jej coś do ucha.-
Co!? Oszalałeś!? Nie będę nigdzie uciekać! Mam tu przecież przyjaciół, rodzinę.
Nie,… wymyślę coś innego. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Tina- odezwał się
- Co?
- Ja prawdopodobnie
po maturze wyjadę. Daleko. Możliwe, że nawet nie będzie mnie więcej niż tylko
kilka miesięcy.
- Co!? I jeszcze
tego brakowało- złapała się za głowę i próbowała się uspokoić
Ciągle się zastanawiałam kim jest
chłopak, z którym ona gada. Spojrzałam na Mandy. Odeszłyśmy od krzaków, za którymi się chowałyśmy, by nas
nie zauważyła Tina i dalej biegałyśmy prawie w ogóle nie rozmawiając.
Gdy wróciłam do domu byli w nim już
rodzice Megan. Jej mama była nie zbyt wysoką, szczupła blondynką o błękitnych
oczach. Jak na swój wiek wyglądała młodo. Miała 42 lata i pracowała jako
księgowa w jednej małej firmie pod nazwą RID i sprzedawała różne elektroniczne
rzeczy. Jej tata był mniej więcej wzrostu jej mamy, lecz był dość umięśniony.
Był brązowookim szatynem. Pracował jako nefrolog w szpitalu Świętej Anny.
Mówiłam do nich „ciocia” i „wujek”. Dziękowałam im każdego dnia za to, że
zabrali mnie z domu dziecka po śmierci moich rodziców. Byli najlepszymi
przyjaciółmi. Nagle odezwała się ciocia:
- Hej Vanessa,
jesteś głodna?
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Nie, serio nie
jestem głodna.
- Ok.
Poszłam do pokoju i zaczęłam
bezsensownie przeglądać Internet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz