niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 2/1

            Jeremi szedł ulicą bez celu pod żółtymi światłami lamp, ciągle myśląc nad swoim życiem. Co chwilę myślał czy nie popełnić samobójstwa. Nie widział już sensu życia po stracie miłości, której już nigdy nie odzyska.

            W pewnym momencie podniósł głowę i to co zobaczył było dziwne, szokujące, a za razem piękne. Przy zaułku, zaledwie 10 metrów przed nim stała Amber, jego dziewczyna. Była ubrana w czarne dżinsy i koszulkę na krótki rękaw. Wyglądała piękniej niż nigdy wcześniej. Jej pofalowane brązowe włosy były rozwiewane przez wiatr, przez co Jeremi nie
Mógł od niej oderwać wzroku.

- A…Amber – wyjąkał w końcu
- Choć- odpowiedziała swoim delikatnym głosem i powoli ruszyła w ciemną uliczkę, przy której stała, a on jak zahipnotyzowany poszedł za nią.

               Za zakrętem zobaczył jak jego dziewczyna wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, bez wahania zrobił to samo. Po wejściu ktoś złapał go za kark, kierując głowę w dół, złapał za ręce i trzymał je z taką siłą, że Jeremi nie miał szans się  wyplątać i prowadził do pokoju znajdującego się na końcu korytarza, w którym się znajdował. Czuł nieopanowany strach i przez głowę przetoczyły mu się wszystkie możliwości, które za chwilę mogą się wydarzyć, jednak godził się już z tym, że za chwilę zostanie porwany lub zamordowany. Nieznajomy wrzucił go do pokoju, w którym prócz nich znajdowały się jeszcze dwie osoby; chłopak i dziewczyna. Wszyscy trzej mieli około po 20 lat. Dziewczyna spojrzała się na niego i zaczęła mówić do chłopaka, stojącego obok niej:

- Może nie jest za ładne, ale przynajmniej jest.
- Dzięki Victoria, już dawno temu powinienem zmienić ciało, to już śmierdzi zgnilizną…
- Dobra, mniej gadania, więcej robienia. Bierz go, bo się wyrywa.


          Chłopak podszedł do Jeremiego, który próbował krzyczeć przez taśmę, lecz nie było najmniejszej szansy by ktoś poza ścianami pokoju, go usłyszał. Spojrzał mu prostu w oczy, były fioletowe. Chwilę później obaj leżeli na podłodze, trzęsąc się tak jakby mieli atak padaczki, lecz ich tęczówki straciły kolor, były blado-szare. Pozostała dwójka stała nie wzruszona. Chwilę później Jeremi obudził się w swoim ciele. Victorii zrzedła mina i upadła na kolana. Chłopak, który wprowadził jego do tego pokoju był zszokowany. Wykorzystując sytuację, uciekł na ulicę, a tamta dwójka sprawdzała czy chłopak, który chciał zabrać Jeremiemu ciało, żyje. Chwilę później dziewczyna zerwała się na równe nogi i pobiegła za uciekinierem. Chciała pomścić swojego ukochanego. Jeremi  biegł przed siebie, byle jak najdalej od tamtych bandytów. Czuł nieopanowany strach. Łzy zaczęły mu ściekać po polikach. Wiedział, że tamci będą go gonić, więc biegł tak szybko jak mógł. Wydawało mu się, że najlepszym miejscem ukrycia będzie jakaś restauracja, w której jest dużo ludzi. Wszedł do „Burger worlda”. Od razu kierował się do łazienki by w niej ochłonąć. Podszedł do zlewu i obmył sobie twarz. Próbował sobie wszystko poukładać w głowie, lecz przerywało mu myślenie ciągłe łkanie. W pewnym momencie poczuł czyjąś obecność, lecz wcześniej nie słyszał dźwięku otwieranych drzwi. Czuł lęk by spojrzeć kto za nim stoi. Patrząc w lustro nie zauważył nikogo. Nagle poczuł ogromny „cios” adrenaliny. Odwrócił się na pięcie i zobaczył przed sobą Victorię. „ Jak mogłam nie zauważyć”, były to ostatnie słowa, które usłyszał. Victoria wbiła mu nóż w brzuch. Poczuł okropny, przeszywający ból, który w jednej sekundzie opanował całe jego ciało. Chwilę później leżał już na podłodze. Widział jak jego zabójczyni wychodzi z łazienki. Z ust wyciekała mu krew. Była czerwono-czarna. Ból był tak silny, że sparaliżował jego ciało. Nie mógł się poruszyć, ani mówić. Widział coraz mniej, aż w końcu, powieki opadły mu na oczy. Leżał martwy na zimnej wykafelkowanej podłodze.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdzial 1/8

-Nie dam rady już dłużej tego ukrywać,…- mówiła do jakiegoś chłopaka siedzącego plecami zwróconymi w naszą stronę- … muszę to wyjawić. Ja…ja po prostu nie daję rady- Zaczęła plakać na jego ramieniu, a on przytulał ją i mówił jej coś do ucha.- Co!? Oszalałeś!? Nie będę nigdzie uciekać! Mam tu przecież przyjaciół, rodzinę. Nie,… wymyślę coś innego. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Tina- odezwał się
- Co?
- Ja prawdopodobnie po maturze wyjadę. Daleko. Możliwe, że nawet nie będzie mnie więcej niż tylko kilka miesięcy.
- Co!? I jeszcze tego brakowało- złapała się za głowę i próbowała się uspokoić

            Ciągle się zastanawiałam kim jest chłopak, z którym ona gada. Spojrzałam na Mandy. Odeszłyśmy od  krzaków, za którymi się chowałyśmy, by nas nie zauważyła Tina i dalej biegałyśmy prawie w ogóle nie rozmawiając.

            Gdy wróciłam do domu byli w nim już rodzice Megan. Jej mama była nie zbyt wysoką, szczupła blondynką o błękitnych oczach. Jak na swój wiek wyglądała młodo. Miała 42 lata i pracowała jako księgowa w jednej małej firmie pod nazwą RID i sprzedawała różne elektroniczne rzeczy. Jej tata był mniej więcej wzrostu jej mamy, lecz był dość umięśniony. Był brązowookim szatynem. Pracował jako nefrolog w szpitalu Świętej Anny. Mówiłam do nich „ciocia” i „wujek”. Dziękowałam im każdego dnia za to, że zabrali mnie z domu dziecka po śmierci moich rodziców. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Nagle odezwała się ciocia:

- Hej Vanessa, jesteś głodna?
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Nie, serio nie jestem głodna.
- Ok.


            Poszłam do pokoju i zaczęłam bezsensownie przeglądać Internet.