Jeremi szedł ulicą
bez celu pod żółtymi światłami lamp, ciągle myśląc nad swoim życiem. Co chwilę
myślał czy nie popełnić samobójstwa. Nie widział już sensu życia po stracie
miłości, której już nigdy nie odzyska.
W pewnym momencie podniósł głowę i
to co zobaczył było dziwne, szokujące, a za razem piękne. Przy zaułku, zaledwie
10 metrów przed nim stała Amber, jego dziewczyna. Była ubrana w czarne dżinsy i
koszulkę na krótki rękaw. Wyglądała piękniej niż nigdy wcześniej. Jej
pofalowane brązowe włosy były rozwiewane przez wiatr, przez co Jeremi nie
Mógł od niej
oderwać wzroku.
- A…Amber – wyjąkał
w końcu
- Choć-
odpowiedziała swoim delikatnym głosem i powoli ruszyła w ciemną uliczkę, przy
której stała, a on jak zahipnotyzowany poszedł za nią.
Za zakrętem zobaczył jak jego dziewczyna
wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, bez wahania zrobił to samo. Po wejściu ktoś
złapał go za kark, kierując głowę w dół, złapał za ręce i trzymał je z taką
siłą, że Jeremi nie miał szans się
wyplątać i prowadził do pokoju znajdującego się na końcu korytarza, w
którym się znajdował. Czuł nieopanowany strach i przez głowę przetoczyły mu się
wszystkie możliwości, które za chwilę mogą się wydarzyć, jednak godził się już
z tym, że za chwilę zostanie porwany lub zamordowany. Nieznajomy wrzucił go do
pokoju, w którym prócz nich znajdowały się jeszcze dwie osoby; chłopak i
dziewczyna. Wszyscy trzej mieli około po 20 lat. Dziewczyna spojrzała się na
niego i zaczęła mówić do chłopaka, stojącego obok niej:
- Może nie jest za
ładne, ale przynajmniej jest.
- Dzięki Victoria,
już dawno temu powinienem zmienić ciało, to już śmierdzi zgnilizną…
- Dobra, mniej
gadania, więcej robienia. Bierz go, bo się wyrywa.
Chłopak podszedł do Jeremiego, który próbował krzyczeć przez taśmę, lecz
nie było najmniejszej szansy by ktoś poza ścianami pokoju, go usłyszał.
Spojrzał mu prostu w oczy, były fioletowe. Chwilę później obaj leżeli na
podłodze, trzęsąc się tak jakby mieli atak padaczki, lecz ich tęczówki straciły
kolor, były blado-szare. Pozostała dwójka stała nie wzruszona. Chwilę później
Jeremi obudził się w swoim ciele. Victorii zrzedła mina i upadła na kolana.
Chłopak, który wprowadził jego do tego pokoju był zszokowany. Wykorzystując
sytuację, uciekł na ulicę, a tamta dwójka sprawdzała czy chłopak, który chciał
zabrać Jeremiemu ciało, żyje. Chwilę później dziewczyna zerwała się na równe
nogi i pobiegła za uciekinierem. Chciała pomścić swojego ukochanego.
Jeremi biegł przed siebie, byle jak
najdalej od tamtych bandytów. Czuł nieopanowany strach. Łzy zaczęły mu ściekać
po polikach. Wiedział, że tamci będą go gonić, więc biegł tak szybko jak mógł. Wydawało
mu się, że najlepszym miejscem ukrycia będzie jakaś restauracja, w której jest
dużo ludzi. Wszedł do „Burger worlda”. Od razu kierował się do łazienki by w
niej ochłonąć. Podszedł do zlewu i obmył sobie twarz. Próbował sobie wszystko
poukładać w głowie, lecz przerywało mu myślenie ciągłe łkanie. W pewnym
momencie poczuł czyjąś obecność, lecz wcześniej nie słyszał dźwięku otwieranych
drzwi. Czuł lęk by spojrzeć kto za nim stoi. Patrząc w lustro nie zauważył
nikogo. Nagle poczuł ogromny „cios” adrenaliny. Odwrócił się na pięcie i
zobaczył przed sobą Victorię. „ Jak mogłam nie zauważyć”, były to ostatnie słowa,
które usłyszał. Victoria wbiła mu nóż w brzuch. Poczuł okropny, przeszywający
ból, który w jednej sekundzie opanował całe jego ciało. Chwilę później leżał
już na podłodze. Widział jak jego zabójczyni wychodzi z łazienki. Z ust
wyciekała mu krew. Była czerwono-czarna. Ból był tak silny, że sparaliżował
jego ciało. Nie mógł się poruszyć, ani mówić. Widział coraz mniej, aż w końcu,
powieki opadły mu na oczy. Leżał martwy na zimnej wykafelkowanej podłodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz