Na
prawie wszystkich kanałach były same dokumenty lub seriale, których nie
oglądałam, więc przełączyłam na stare dobre bajki. Oglądałam je około pół
godziny, a potem poszłam do swojego pokoju i ułożyłam się wygodnie w swoim
łóżku.
Przez
nim była komoda, na której stało zdjęcie moich rodziców gdy brali ślub.
Patrzałam na nie i myślałam nad wszystkimi momentami, które z nimi przeżyłam.
Próbowałam się powstrzymać od płaczu, lecz nie dałam rady. Cicho łkałam
przytulając mojego misia. Nie trwało to długo, bo ciągle w mojej głowie mówiłam
sobie, że muszę być silna. Wstałam poszłam do łazienki obmyć twarz i się
uspokoić. Przez łzybyłam cała czerwona. Musiałam odczekać 15 minut zanim moja
skóra nabrała normalnego koloru. Chwile po tym zadzwonił telefon. Była to Mery:
-Hej!
-Cześć!
-Sorry, że dopiero teraz
mówię, ale chciałam się zapytać „Czy nie chciałybyście jutro pojechać ze mną
Harrym i kilkoma innymi osobami na biwak do lasu?”
-No pewnie! To znaczy ja jadę na pewno, nie
wiem jak Megan, ale myślę, że ona też jedzie.
-To super, więc… weźcie
śpiwory, namiot też, bo pojedziemy tam samochodem, standardowo coś do picia,
jakiś prowiant i inne drobnostki typu latarka, telefon.
-Więc…do zobaczenia jutro!
-No, cześć.
Rozłączyłam
się.
Poszłam
powiadomić Megan o wyjeździe i niespodziewanie dała mi wejść do swojego pokoju.
Jej twarz była czerwona jak moja 20 minut temu. Przy oczach zauważyłam
rozmazany tusz do rzęs. Wpuszczając mnie chyba chodziło jej o to, żebym ją
pocieszyła, czego ,ani nie lubiłam ,ani nie umiałam robić, lecz niestety
musiałam to zrobić:
-Powiesz mi o co chodzi?-
zaczęłam
-To…to przez Set’a
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz