Przez parę minut nie mogłam
znaleźć Carla. Zaczęłam nawet sprawdzać w szatniach, lecz to nie dało skutku.
Wchodząc po schodach prowadzących na parter szturchnęłam kogoś schodzącego.
Okazało się, że to był on.
- Hej właśnie cię szukałam.
- No to jestem – powiedział
to z taką radością, że aż
- Chciałam porozmawiać o… no
wiesz… o nas.
- No to mów!
- Więc… wiesz… chciałabym…
,żebyśmy zostali przyjaciółmi.
- Właściwie to też o tym
myślałem.
- Czyli nie jesteś zły
- Nie
Przytuliłam
go ostatni raz.
Poszłam
po torbę i czekałam pod salą od biologii na koniec przerwy. Nie miałam ochoty
dłużej chodzić w kółko po korytarzu i nic nie robić. Wolałam posiedzieć i
pomyśleć czy dobrze zrobiłam zrywając z Carlem.
Zadzwonił
dzwonek. Pani Smoother wpuściła uczniów do klasy. Jak zwykle miała zniesmaczony
wyraz twarzy. Prawdopodobnie chciała już przestać pracować z uczniami, którzy
ciągle jej dokuczali.
-Wyjmijcie karteczki –
powiedziała swoim ochrypłym, skrzeczącym głosem. Wraz z tym co oznajmiła cała
klasa zaczęła krzyczeć ze zniechęceniem „O Jezu! Nie!”, lecz tej kobiety nie da
się przekonać niczym, więc wszyscy po krótkim czasie uświadomili sobie, że nie
warto narzekać i zamilkli.
Wyciągnęłam brudnopis i wyrwałam z niego podwójną
kartkę.Nauczycielka zaczęła podawać pytania. Gdy usłyszałam 2 pierwsze wiedziałam,
że dostanę z tej kartkówki co najwyżej 4.
Dzwonek zadzwonił dokładnie w momencie, w którym
skończyłam pisać swoją pracę. Położyłam ja z lewej strony biurka pani Smoother.
Zabrałam torbę i poszłam w stronę sal gimnastycznych. Lubiłam w-f, ale nie lubiłam
pani Hurron. Ona ciągle na wszystkich wrzeszczała i mówiła, że wszystko robimy
źle, dlatego większość klasy miała z w-fu czwórki.
Na szczęście w-fistka musiała coś załatwić, więc kazała
nam zagrać w siatkówkę.
Następne lekcje minęły szybko i nie było więcej
kartkówek, czy sprawdzianów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz